Tili

Tili

Dodane 24.08 o 11:12
Obserwuj
27/2020 Wesole życie - "Ja, chłopaki, nie lubię bab w kapeluszach". "Nigdzie nie jest tak wesoło, jak w Pitrze, żeby tylko forsa była". Na ulicach miasta kłębi się tłum urzędników rachuby, administratorów domów, studentów, popów, znużonych żon i panien biuralistek z głowami w loczkach - wszyscy jakby wprost wzięci z XIX-wiecznej mieszczańskiej farsy, pachnącej pomadą różaną. Przez wiele lat tak też odczytywano nowelki Zoszczenki - jako typowe "humoreski", krótkie opowiastki o słabościach ludzkich. Historyjki dla jednych zbyt schematyczne, dla innych w sam raz dla odprężenia po ciężkim dniu. Polscy wydawcy nieraz mówili o Zoszczence jako o "radzieckim Wiechu". Można jednak - i taki sposób zdaje się całkiem uprawniony - postrzegać twórczość Zoszczenki jako swoisty "horror historyczny". Trzeba tylko zwrócić uwagę raczej na język, jakim posługują się postaci, niż na ich perypetie. Urzędnicy, popi i biuralistki mówią językiem farsy i używają buduarowych rekwizytów w relacjach z ludźmi, którzy wyszli z zabitych deskami wsi, z suteren, ze slumsów i są analfabetami kulturowymi. Owszem, oni także usiłują sięgać po rekwizyty i konwencje, o których coś słyszeli - to grzebień nabędą, to zaproszą dziewczynę do teatru - pożytku stąd jednak żadnego, skoro nie wiedzą, jak się tym posłużyć: grzebień złamią, a dziewczynę spoliczkują, jeśli coś pójdzie nie po ich myśli. Do galerii miejskich typów dołączył wieszczony przez Mierieżkowskiego "griaduszczyj cham". Ocena Tili: 4/6 #Tiliczyta #zoszczenko

27/2020 Wesole życie - "Ja, chłopaki, nie lubię

bab w kapeluszach". "Nigdzie nie jest tak wesoło, jak w Pitrze, żeby tylko forsa była". Na ulicach miasta kłębi się tłum urzędników rachuby, administratorów domów, studentów, popów, znużonych żon i panien biuralistek z głowami w loczkach - wszyscy jakby wprost wzięci z XIX-wiecznej mieszczańskiej farsy, pachnącej pomadą różaną. Przez wiele lat tak też odczytywano nowelki Zoszczenki - jako typowe "humoreski", krótkie opowiastki o słabościach ludzkich. Historyjki dla jednych zbyt schematyczne, dla innych w sam raz dla odprężenia po ciężkim dniu. Polscy wydawcy nieraz mówili o Zoszczence jako o "radzieckim Wiechu". Można jednak - i taki sposób zdaje się całkiem uprawniony - postrzegać twórczość Zoszczenki jako swoisty "horror historyczny". Trzeba tylko zwrócić uwagę raczej na język, jakim posługują się postaci, niż na ich perypetie. Urzędnicy, popi i biuralistki mówią językiem farsy i używają buduarowych rekwizytów w relacjach z ludźmi, którzy wyszli z zabitych deskami wsi, z suteren, ze slumsów i są analfabetami kulturowymi. Owszem, oni także usiłują sięgać po rekwizyty i konwencje, o których coś słyszeli - to grzebień nabędą, to zaproszą dziewczynę do teatru - pożytku stąd jednak żadnego, skoro nie wiedzą, jak się tym posłużyć: grzebień złamią, a dziewczynę spoliczkują, jeśli coś pójdzie nie po ich myśli. Do galerii miejskich typów dołączył wieszczony przez Mierieżkowskiego "griaduszczyj cham". Ocena Tili: 4/6 #Tiliczyta #zoszczenko

Zgłoś naruszenie

, aby dodać komentarz.

Użytkownicy także przypinają:

DO GÓRY