eleonor

eleonor

Dodane 7.02 o 17:27
Obserwuj
O jeden podpis za daleko...
Na sutek wiernopoddaństwa „P” straciła głowa państwa
Głowa bez „p”, ot – incydent - to „rezydent”, nie „prezydent”
Niby jedno małe „p”, a robi wielką różnicę…
Andrzej Duda nigdy szczególnie nie krył, że jest prezydentem „tych, co na niego głosowali”. Ale zbliżają się wybory, więc trzeba się było przypomnieć wyborcom, jakie są partyjne barwy głowy państwa. 
A wszystko w trosce o dobro „pisowskiego ludu”. Żeby nie chodził głosować na...innych. Wielka musiała być ta troska, skoro A. Duda uczynił coś, co oznacza dla niego nie tylko kompromitację w roli przywódcy państwa, ale także blamaż zawodowy i porażkę w rywalizacji wewnątrz macierzystej partii. W momencie podpisania „ustawy kagańcowej” doktor prawa nie tylko zlekceważył polskie i europejskie autorytety prawnicze oraz Konstytucję. On skapitulował również przed magistrem Ziobrą, który odniósł też nad nim osobiste zwycięstwo w konkursie o względy prezesa.
Tak więc, „reforma” sądów została oto przypieczętowana, z czego – jak twierdzą koledzy ministra Ziobry – cieszy się cały polski świat prawniczy. I – rzecz jasna – radują się wszyscy obywatele. 
Tylko ta świetlana perspektywa "kariery prawniczej"  w otoczeniu kolegów Kalety, Ozdoby oraz Kanthaka jakoś nie przekonuje młodych zdolnych z branży, zwłaszcza tych najbystrzejszych. Nie umieją docenić dobrodziejstw „ustawy kagańcowej” i – niewdzięczni – zamiast planować swoją przyszłość w TK magister Przyłębskiej lub ministerstwie ministra Ziobry coraz częściej decydują się na wyjazd za granicę.

O jeden podpis za daleko...


Na sutek wiernopoddaństwa „P” straciła głowa państwa
Głowa bez „p”, ot – incydent - to „rezydent”, nie „prezydent”
Niby jedno małe „p”, a robi wielką różnicę…
Andrzej Duda nigdy szczególnie nie krył, że jest prezydentem „tych, co na niego głosowali”. Ale zbliżają się wybory, więc trzeba się było przypomnieć wyborcom, jakie są partyjne barwy głowy państwa.
A wszystko w trosce o dobro „pisowskiego ludu”. Żeby nie chodził głosować na...innych. Wielka musiała być ta troska, skoro A. Duda uczynił coś, co oznacza dla niego nie tylko kompromitację w roli przywódcy państwa, ale także blamaż zawodowy i porażkę w rywalizacji wewnątrz macierzystej partii. W momencie podpisania „ustawy kagańcowej” doktor prawa nie tylko zlekceważył polskie i europejskie autorytety prawnicze oraz Konstytucję. On skapitulował również przed magistrem Ziobrą, który odniósł też nad nim osobiste zwycięstwo w konkursie o względy prezesa.
Tak więc, „reforma” sądów została oto przypieczętowana, z czego – jak twierdzą koledzy ministra Ziobry – cieszy się cały polski świat prawniczy. I – rzecz jasna – radują się wszyscy obywatele.
Tylko ta świetlana perspektywa "kariery prawniczej" w otoczeniu kolegów Kalety, Ozdoby oraz Kanthaka jakoś nie przekonuje młodych zdolnych z branży, zwłaszcza tych najbystrzejszych. Nie umieją docenić dobrodziejstw „ustawy kagańcowej” i – niewdzięczni – zamiast planować swoją przyszłość w TK magister Przyłębskiej lub ministerstwie ministra Ziobry coraz częściej decydują się na wyjazd za granicę.

Zgłoś naruszenie

, aby dodać komentarz.

Polubili Lubię

Użytkownicy także przypinają:

ZMIEŃ TŁO ZMIEŃ STYL
DO GÓRY