Rozmowa z mamą o wyjeździe do Hogwartu
Rodzaj zadania: Zadanie domowe
Dodane: dzisiaj o 9:13
Streszczenie:
Rozmowa z mamą o wyjeździe do Hogwartu pokaże list z Hogwartu, przygotowania i ważne wskazówki przed szkołą magii. Dzięki temu zrozumiesz tekst 📚
Przed wyjazdem do Hogwartu
List z Hogwartu przyszedł w zwyczajny, szary wtorek, ale od chwili, gdy wziąłem go do ręki, nic już nie wydawało się zwyczajne. Koperta była gruba, kremowa, a moje imię zapisano na niej pięknym, starannym pismem. Przez dłuższą chwilę patrzyłem na czerwoną pieczęć, jakbym bał się, że gdy ją złamię, czar pryśnie i okaże się, że to tylko sen. Mama stała przy kuchennym blacie i uśmiechała się w taki sposób, jakby wiedziała o wszystkim dużo wcześniej.
– No, otwórz wreszcie – powiedziała, mieszając herbatę. – Przecież od rana chodzisz po domu jak zaczarowany.
Usiadłem przy stole i ostrożnie rozchyliłem kopertę. W środku znajdował się list z informacją, że zostałem przyjęty do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, oraz długa lista rzeczy potrzebnych na pierwszy rok nauki. Przebiegałem wzrokiem po słowach, ale serce biło mi tak mocno, że ledwo mogłem oddychać.
– Mamo… ja naprawdę jadę do Hogwartu! – zawołałem. – Naprawdę! To nie żart!
Mama usiadła naprzeciwko mnie, poprawiła kosmyk włosów za ucho i skinęła głową.
– Oczywiście, że naprawdę. Czekałam na ten list od dawna. W naszej rodzinie magia budzi się czasem później, ale zawsze daje o sobie znać.
Patrzyłem na nią ze zdumieniem.
– To ty wiedziałaś? I nic mi nie powiedziałaś?
– Nie chciałam odbierać ci tej chwili – odpowiedziała spokojnie. – Poza tym nie miałam pewności, kiedy dokładnie list przyjdzie. A teraz najważniejsze jest co innego.
– Co takiego? – spytałem, nie odrywając wzroku od pergaminu.
Mama wskazała palcem listę szkolnych rzeczy.
– Wyjazd do Hogwartu to nie wakacyjna wycieczka. Musisz się przygotować. I uprzedzam cię od razu: zanim tata zawiezie cię na peron, masz wykonać kilka zadań.
Zamarłem.
– Jakich zadań?
Mama spojrzała na mnie surowiej, choć w jej oczach wciąż tliło się rozbawienie.
– Po pierwsze, masz posprzątać swój pokój. I nie chodzi mi o wrzucenie wszystkiego do szafy. Jeśli jedziesz do szkoły magii, to nie możesz zostawić po sobie takiego bałaganu, jakby przez pokój przebiegło stado rozwścieczonych trolli.
Westchnąłem ciężko.
– Mamo, ale Hogwart! To chyba ważniejsze niż porządek na biurku.
– Dla ciebie może i tak – odparła. – Dla mnie jedno nie wyklucza drugiego. Czarodziej też powinien umieć dbać o swoje rzeczy.
Przewróciłem oczami, ale wiedziałem, że nie żartuje. Gdy mama mówiła takim tonem, nie było sensu się wykłócać.
– Dobrze, posprzątam pokój. Co jeszcze?
Mama zaczęła wyliczać na palcach.
– Po drugie, masz spakować się samodzielnie. Ja mogę ci pomóc sprawdzić listę, ale nie będę biegać za tobą z każdą skarpetką. Jeśli zapomnisz piżamy albo peleryny, to nie profesorowie będą winni, tylko ty.
– Sam mam się spakować? – zdziwiłem się. – A jeśli czegoś nie znajdę?
– To zaczniesz wcześniej, a nie wieczorem przed wyjazdem – odpowiedziała. – To bardzo dobra okazja, żeby nauczyć się odpowiedzialności.
Skinąłem głową, choć coraz mniej przypominało to spełnienie marzeń, a coraz bardziej jakiś niezwykły egzamin jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego.
– A po trzecie? – spytałem ostrożnie.
– Po trzecie, masz napisać list do babci i dziadka. – Uśmiechnęła się lekko. – Bardzo się ucieszą, kiedy dowiedzą się, że dostałeś się do Hogwartu. Nie wypada, żeby dowiedzieli się o tym od sąsiadów albo przez przypadek.
– List? Taki prawdziwy, ręcznie?
– Tak, ręcznie – potwierdziła. – To ćwiczy cierpliwość. A poza tym sowy zdecydowanie lepiej noszą listy niż wiadomości zapisane byle jak na skrawku papieru.
Zaśmiałem się, wyobrażając sobie sowę obrażoną na niechlujne pismo.
Myślałem, że na tym koniec, ale mama spojrzała na mnie znacząco.
– Jest jeszcze czwarte zadanie.
– Jeszcze? – jęknąłem.
– Tak. Musisz obiecać, że w Hogwarcie nie będziesz udowadniał wszystkim pierwszego dnia, jaki jesteś odważny. Żadnego włóczenia się nocą po zamku, żadnego zaglądania tam, gdzie nie wolno, i żadnego pojedynkowania się na korytarzu.
– Mamo! – zaprotestowałem. – Ja nawet nie umiem jeszcze czarować.
– Właśnie dlatego się martwię – odpowiedziała. – Najwięcej kłopotów mają zwykle ci, którzy nie umieją czarować, a bardzo chcą spróbować wszystkiego naraz.
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Patrzyłem na list, na spis podręczników i przyborów, i nagle poczułem, że radość miesza się ze strachem. Hogwart przestał być tylko pięknym marzeniem o zamku, świecach unoszących się pod sufitem i tajemniczych korytarzach. Stał się czymś prawdziwym. Wyjazd oznaczał rozstanie z domem, nowe obowiązki i to, że będę musiał poradzić sobie sam.
Mama chyba to zauważyła, bo położyła dłoń na mojej ręce.
– Boisz się trochę, prawda?
Nie chciałem się przyznać, ale po chwili cicho odpowiedziałem:
– Tak. A co, jeśli sobie nie poradzę? Co, jeśli wszyscy będą wiedzieli więcej ode mnie? Co, jeśli zgubię się już pierwszego dnia?
Mama uśmiechnęła się ciepło.
– Każdy się czegoś boi przed nowym początkiem. To normalne. Ważne, żebyś pamiętał, kim jesteś. Nie musisz od razu być najlepszy. Masz się uczyć, pytać, próbować i nie poddawać się, kiedy coś nie wyjdzie.
– A jeśli naprawdę coś zepsuję?
– Wtedy to naprawisz – odparła. – Albo poprosisz o pomoc. Nawet czarodzieje nie wiedzą wszystkiego od razu.
Te słowa uspokoiły mnie bardziej, niż się spodziewałem. Spojrzałem jeszcze raz na list, już nie tylko jak na przepustkę do przygody, ale też jak na zaproszenie do czegoś większego – do dorastania.
– Czyli jeśli wykonam wszystkie zadania, tata zawiezie mnie na peron? – zapytałem.
Mama uniosła brew.
– Jeśli wykonasz wszystkie zadania porządnie, a nie byle jak, to tak. Inaczej tata naprawdę nigdzie cię nie zabierze.
W tym momencie do kuchni zajrzał tata. Spojrzał na mnie, potem na list leżący na stole i uśmiechnął się tajemniczo.
– Słyszałem tylko ostatnie zdanie – powiedział. – I potwierdzam. Bez wykonanych zadań nie ma mowy o żadnym peronie.
– Naprawdę byście mnie nie zawieźli? – spytałem z niedowierzaniem.
Tata wzruszył ramionami.
– Jeśli przyszły uczeń Hogwartu nie potrafi posprzątać pokoju, spakować kufra i napisać listu do dziadków, to może jeszcze nie jest gotowy na magiczną edukację.
Mama roześmiała się cicho, a ja udawałem oburzonego, choć w głębi duszy też było mi wesoło. Wiedziałem już, że nie mam wyjścia.
Wstałem od stołu, ścisnąłem list w dłoni i powiedziałem z miną bohatera ruszającego na wielką wyprawę:
– Dobrze. W takim razie zaczynam od pokoju. Ale zapamiętajcie: kiedy zostanę wielkim czarodziejem, będę wspominał, że moja pierwsza próba wcale nie polegała na rzucaniu zaklęć, tylko na sprzątaniu skarpetek spod łóżka.
– To bardzo pożyteczny początek kariery – odpowiedziała mama.
Poszedłem do swojego pokoju i już od progu spojrzałem na bałagan inaczej niż zwykle. Każda książka do odłożenia na półkę, każda koszulka wrzucona do szafy i każda rzecz przygotowana do kufra przybliżały mnie do chwili, gdy stanę na peronie z biletem w dłoni. Nagle nawet zwykłe obowiązki wydały mi się częścią niezwykłej przygody.
Tamtego popołudnia zrozumiałem, że wyjazd do Hogwartu zaczyna się nie w chwili wejścia do pociągu, ale dużo wcześniej – przy kuchennym stole, w rozmowie z mamą i w decyzji, że jeśli naprawdę chcę zostać uczniem szkoły magii, muszę najpierw udowodnić, że potrafię być odpowiedzialny.

Oceń:
Zaloguj się aby ocenić pracę.
Zaloguj się