Historia rodzącego się uczucia między Jiminem i RM
Rodzaj zadania: Zadanie domowe
Dodane: dzisiaj o 10:54
Streszczenie:
Odkryj historię rodzącego się uczucia między Jiminem i RM oraz analizę subtelnych emocji i relacji w tekście dla uczniów szkół średnich.
Światło między ujęciami
W studiu zawsze było trochę za zimno.
Jimin zauważał to przy każdej sesji zdjęciowej: chłód klimatyzacji wpełzający pod cienką koszulę, zapach lakieru do włosów i pudru, kable wijące się pod nogami jak czarne linie zapisane na podłodze. Wszędzie ruch, krótkie polecenia, śmiech stylistów, błysk lamp, a pomiędzy tym wszystkim oni — siedmiu ludzi, którzy znali się już tak dobrze, że czasem jedno spojrzenie wystarczało za całe zdanie.
A jednak tego dnia Jimin miał wrażenie, że każde spojrzenie Namjoona waży więcej niż zwykle.
— Jimin, odrobinę w lewo — powiedział fotograf. — Tak, dobrze. I broda wyżej.
Jimin poprawił pozycję. Czuł materiał marynarki na skórze, słyszał migawkę aparatu i kątem oka widział Namjoona stojącego kilka kroków dalej. RM miał na sobie ciemny garnitur, prosty, elegancki, zapięty niedbale, jakby nawet w ubraniu przygotowanym przez sztab ludzi potrafił zostawić coś własnego. Wyglądał spokojnie, ale Jimin znał go na tyle, by dostrzec napięcie w dłoni, gdy poprawiał mankiet.
— Teraz razem — rzucił ktoś zza monitora. — Jimin i RM, bliżej siebie.
To przecież nic nowego, pomyślał Jimin. Pozowali razem setki razy. Ramię przy ramieniu, plecy oparte o siebie, dłonie na cudzych barkach, spojrzenia ustawione pod konkretny kąt. Fanserwis, estetyka, kompozycja. To był element pracy.
A mimo to, kiedy stanął obok Namjoona, serce zabiło mu odrobinę szybciej.
— Wszystko okej? — spytał cicho Namjoon, pochylając się tylko trochę, tak żeby nikt poza nim tego nie usłyszał.
Jimin skinął głową.
— Jasne. Czemu pytasz?
Namjoon przez moment patrzył przed siebie, na obiektyw.
— Bo od pięciu minut wygładzasz ten sam rękaw.
Jimin spojrzał w dół i rzeczywiście — palce znów sunęły po materiale.
— To twój wpływ — szepnął z lekkim uśmiechem. — Stresujesz mnie swoim poważnym wizerunkiem lidera.
Namjoon parsknął cicho, ledwie zauważalnie.
— To ciekawe, bo właśnie miałem powiedzieć, że ty stresujesz mnie swoim perfekcyjnym profilem.
— Namjoon, Jimin, bliżej — zawołał fotograf. — Jeszcze trochę. Świetnie. Namjoon, spójrz na niego.
To jedno zdanie zrobiło z powietrzem coś dziwnego.
Namjoon odwrócił głowę. Jimin też, zgodnie z poleceniem, ale nagle reżyserowana poza przestała być pozą. Zobaczył w twarzy Namjoona więcej niż znajome rysy: zmęczenie po ostatnich tygodniach, skupienie, miękkość w oczach, której zwykle nie pokazywał obcym. I coś jeszcze. Coś, czego Jimin nie potrafił nazwać od razu, ale co sprawiło, że przez sekundę zapomniał, jak ma oddychać.
Migawka kliknęła raz, drugi, trzeci.
— Idealnie — powiedział fotograf. — Zostańcie tak.
Jimin nie był pewien, czy potrafi.
*
Namjoon od dawna uważał, że najtrudniejsze rzeczy przychodzą cicho.
Nie z hukiem, nie w dramatycznym momencie, tylko przy okazji. Między jednym grafikiem a drugim. W samochodzie, gdy ktoś zasypia na jego ramieniu. W kuchni, gdy o drugiej w nocy dzieli się z kimś owocem, bo obaj wrócili za późno, by zjeść porządną kolację. W studiu nagraniowym, gdy zza słuchawek dobiegł go śmiech Jimina, tak jasny, że nagle cały tekst, nad którym siedział od godziny, przestał mieć znaczenie.
Nie chciał nazywać tego, co czuł.
Byli zespołem, rodziną z wyboru, grupą ludzi tak bliskich, że granice czasem się zacierały. Czułość była u nich naturalna. Oparcie dłoni na karku. Przytulenie bez powodu. Głowa na ramieniu podczas lotu. Dla świata mogło to znaczyć wszystko albo nic.
Dla Namjoona zaczynało znaczyć za dużo.
Podczas przerwy między ujęciami usiadł na wysokim stołku z kubkiem zimniejącej kawy. Stylista poprawiał komuś fryzurę, menedżer rozmawiał przez telefon, a Jimin stał przy monitorze i oglądał próbne zdjęcia. Światło z ekranu odbijało się na jego twarzy. Namjoon patrzył sekundę za długo.
Jimin odwrócił się i ich wzrok znów się spotkał.
Tym razem to Jimin podszedł pierwszy.
— Widziałeś zdjęcia? — spytał, stając obok.
— Jeszcze nie.
— Dobrze wyszliśmy.
Namjoon uniósł brwi.
— „My” czy „ja i moje najlepsze kąty”?
— Bez przesady — mruknął Jimin, ale się uśmiechnął. Potem dodał ciszej: — Naprawdę dobrze.
To „naprawdę” zabrzmiało inaczej, niż powinno.
Namjoon odstawił kubek.
— Jimin…
— Hm?
Przez moment chciał powiedzieć coś ważnego. Coś szczerego. Ale słowa, które potrafił układać w teksty piosenek, nagle okazały się zbyt ciężkie, zbyt niebezpieczne.
— Nic — odparł w końcu. — Chciałem tylko zapytać, czy nie jest ci zimno.
Jimin popatrzył na niego tak, jakby słyszał więcej, niż zostało wypowiedziane.
— Trochę — przyznał.
Namjoon bez zastanowienia zdjął marynarkę i zarzucił mu ją na ramiona.
Ten gest był prosty. Naturalny. A jednak palce Jimina zatrzymały się na materiale, jakby to było coś kruchego, czego nie wolno spłoszyć.
— Dziękuję — powiedział miękko.
Namjoon skinął tylko głową, bo bał się, że jeśli otworzy usta, powie za dużo.
*
Jimin nie oddał marynarki od razu.
Nawet kiedy wrócili na plan, miał ją przewieszoną przez ręce, jakby chciał zachować ciepło, które już dawno z niej uciekło. A może nie chodziło o ciepło. Może chodziło o świadomość, że Namjoon pomyślał o nim pierwszy, zanim zdążył poprosić.
To było głupie, mówił sobie Jimin. Sentimentalne. Przecież Namjoon dbał o wszystkich. Taki był. Uważny, odpowiedzialny, cichy w swoich gestach. Ale Jimin nie potrafił zignorować tego, jak uważnie patrzył właśnie na niego. Jakby za każdym razem, gdy ich drogi przecinały się w biegu, Namjoon zatrzymywał się odrobinę bardziej.
Pod koniec sesji poproszono ich o ostatnią serię zdjęć na kanapie ustawionej pośrodku planu. Reszta członków miała dołączyć później, więc przez chwilę byli tylko oni dwaj.
— Usiądźcie swobodnie — polecił fotograf. — Jakbyście rozmawiali. Bez sztywności.
Jimin usiadł pierwszy, podwijając nogę pod siebie. Namjoon zajął miejsce obok, blisko, bardziej niż wymagała tego przestrzeń. Ich kolana dotknęły się lekko. Żaden się nie odsunął.
— O czym mamy rozmawiać? — spytał Jimin z uśmiechem skierowanym niby do fotografa, ale tak naprawdę do niego.
— O czymkolwiek — odpowiedział fotograf. — Byle było naturalnie.
Naturalnie.
Jimin odwrócił twarz do Namjoona.
— To powiedz mi coś, czego dziś nikomu jeszcze nie powiedziałeś.
Namjoon przez chwilę milczał. Lampy błyszczały, ktoś przesuwał reflektor, ale nagle cały plan wydawał się odległy.
— Dobrze — mruknął. — Dziś rano obudziłem się i pierwszą rzeczą, o której pomyślałem, byłeś ty.
Jimin zamarł. Uśmiech pozostał na jego ustach, bo aparat nadal robił zdjęcia, ale oczy rozszerzyły się minimalnie.
— To bardzo odważna odpowiedź jak na „cokolwiek” — powiedział cicho.
— Możesz uznać, że przesadziłem.
— A jeśli nie chcę?
Namjoon spojrzał na niego z bliska. Tak bliska odległość między nimi bywała wcześniej tysiąc razy, lecz żadna nie była tak nieznośnie świadoma.
— Wtedy będę musiał powiedzieć coś jeszcze.
Jimin czuł puls we własnym gardle.
— Powiedz.
Migawka pstrykała nadal, lecz teraz to brzmienie było tylko tłem.
— Myślę — zaczął Namjoon powoli — że od jakiegoś czasu nie umiem już patrzeć na ciebie tak samo jak dawniej.
Jimin wziął oddech, bardzo spokojny tylko z pozoru.
— Ja też nie — przyznał.
W tej samej chwili fotograf zawołał, zachwycony kadrem:
— Tak! Właśnie to, zostańcie dokładnie tak!
Obaj prawie się roześmiali z niedowierzania. Napięcie nie zniknęło, ale zmieniło się w coś cieplejszego, bardziej intymnego, jak sekret schowany na widoku.
*
Wieczorem, kiedy sesja wreszcie się skończyła, korytarze budynku były prawie puste. Większość ekipy zbierała sprzęt. Ktoś wołał z daleka, ktoś inny żegnał się pospiesznie. Jimin szedł powoli w stronę garderoby, trzymając w dłoni telefon i marynarkę Namjoona. Słyszał za sobą kroki, ale rozpoznał je jeszcze zanim się odwrócił.
— Uciekasz? — spytał Namjoon.
— Raczej daję ci szansę, żebyś odzyskał ubranie.
Uniósł marynarkę, ale Namjoon nie sięgnął po nią. Zatrzymał się tuż przed nim.
Bez makijażowego światła, bez ustawionych póz, bez ludzi dookoła wszystko wydawało się bardziej prawdziwe. Zwyczajny korytarz, półmrok, cisza po długim dniu. I oni, nagle niepewni jak dwie osoby stojące na progu czegoś, czego nie da się już cofnąć.
— To, co powiedziałem wcześniej… — zaczął Namjoon.
— Wiem.
— Nie, chyba nie wiesz wszystkiego.
Jimin uniósł wzrok.
— To powiedz.
Namjoon wypuścił powietrze i uśmiechnął się nerwowo, prawie bezbronnie.
— Lubię twoje oczy, kiedy próbujesz udawać, że jesteś pewny siebie bardziej, niż naprawdę jesteś. Lubię to, że zawsze zauważasz, kiedy ktoś milczy zbyt długo. Lubię, że potrafisz wejść do pokoju i sprawić, że napięcie znika. I chyba… — zawahał się — chyba zakochałem się trochę wcześniej, niż zdążyłem to zrozumieć.
Na twarzy Jimina pojawiło się coś pomiędzy wzruszeniem a niedowierzaniem.
— „Trochę”? — szepnął.
Namjoon zaśmiał się cicho.
— Dobrze. Bardzo.
Jimin patrzył na niego jeszcze moment, jakby chciał zapamiętać każdy szczegół tej chwili. Potem zrobił pół kroku naprzód.
— Ja chyba zakochiwałem się w częściach — powiedział. — Najpierw w tym, jak słuchasz. Potem w tym, jak mnie rozumiesz, nawet kiedy sam nie umiem się wyjaśnić. A później było już za późno, żeby udawać, że to nic.
Namjoon opuścił wzrok na jego usta i zaraz znów spojrzał mu w oczy, pytająco, ostrożnie. To właśnie Jimin uwielbiał w nim najbardziej — tę uważność, która nigdy niczego nie brała siłą.
— Mogę? — spytał cicho.
Jimin odpowiedział, zbliżając się jeszcze odrobinę.
Ich pierwszy pocałunek nie był gwałtowny ani filmowo idealny. Był ostrożny, ciepły, prawdziwy. Najpierw ledwie muśnięcie, jak sprawdzenie, czy to naprawdę się dzieje. Potem drugi, pewniejszy. Dłoń Namjoona uniosła się do policzka Jimina, kciukiem musnął skórę tuż pod okiem, jakby dotykał czegoś cennego. Jimin wsunął palce w materiał jego koszuli przy klatce piersiowej i poczuł pod nimi szybkie bicie serca.
To odkrycie rozbroiło go bardziej niż wszystko inne.
Odsunęli się tylko na tyle, by móc oddychać.
— Więc jednak nie tylko ja się denerwowałem — szepnął Jimin, czując pod palcami rytm serca Namjoona.
— Jestem wręcz zdruzgotany poziomem własnego spokoju — odparł Namjoon i obaj się roześmiali, cicho, z ulgą.
Jimin oparł czoło o jego ramię na krótką chwilę, zamykając oczy.
— Myślałem, że sobie to wymyśliłem — przyznał.
— Ja też.
— To dość ironiczne, biorąc pod uwagę ile czasu spędzamy na analizowaniu własnych emocji.
— Niektóre emocje są prostsze do zapisania niż wypowiedzenia.
Jimin odsunął się minimalnie, żeby znów na niego spojrzeć.
— A teraz?
— Teraz? — Namjoon przesunął palcami po jego dłoni. — Teraz chyba chciałbym mówić częściej.
— I całować częściej?
— Zdecydowanie.
Tym razem pocałunek był dłuższy. Mniej niepewny, bardziej świadomy. Jimin oparł się plecami o ścianę, a Namjoon stanął blisko, lecz nadal delikatnie, zostawiając mu przestrzeń, choć obaj dobrze wiedzieli, że żaden nie chce się odsunąć. Pomiędzy nimi nie było już tego napięcia, które rani. Było to drugie — miękkie, przyciągające, rozlewające się po ciele ciepłem.
Jimin zawsze myślał, że najpiękniejsze momenty muszą być wielkie. Spektakularne, zapamiętane przez wszystkich. Tymczasem to była zwyczajna chwila w pustym korytarzu po długim dniu pracy, a jednak wydawała się ważniejsza od wszystkich fleszy, scen i głośnych owacji.
Bo po raz pierwszy niczego nie grali.
*
Kilka dni później mieli kolejną sesję, tym razem spokojniejszą, bardziej kameralną. Jimin był zaskakująco opanowany, dopóki nie zobaczył Namjoona siedzącego przy oknie w białej koszuli, z rękawami podwiniętymi do łokci i książką, którą oczywiście bardziej trzymał niż czytał.
— Skup się — mruknął do siebie Jimin, poprawiając mankiet.
Namjoon podniósł wzrok, jakby wyczuł spojrzenie. Kącik jego ust drgnął. Nic więcej. Żaden z nich nie mógł pozwolić sobie na zbyt wiele przy tylu ludziach wokół, a jednak wystarczały drobiazgi: sekunda dłuższego spojrzenia, palce muskające się przy przekazywaniu rekwizytu, pytanie „jadłeś coś?” wypowiedziane takim tonem, jakby zawierało w sobie znacznie więcej.
Przy jednej z przerw usiedli razem na parapecie za zasłoniętą częścią planu.
— To dziwne — powiedział Jimin, bawiąc się pierścionkiem na własnym palcu.
— Co?
— Że wszystko wygląda tak samo, a jednak jest całkiem inne.
Namjoon skinął głową.
— Też to czuję.
— Nie boi cię to?
Namjoon zastanowił się chwilę.
— Trochę. Ale chyba bardziej bałbym się, gdybyśmy mieli udawać, że nic się nie zmieniło.
Jimin uśmiechnął się łagodnie.
— Jesteś zbyt mądry, wiesz?
— To bardzo romantyczny komplement.
— Mogę dać ci inny.
— Słucham.
Jimin rozejrzał się dyskretnie, upewniając się, że nikt nie patrzy, i poprawił kołnierz koszuli Namjoona. Gest był niewinny, wręcz codzienny, ale jego palce zatrzymały się na moment przy karku.
— Ładnie wyglądasz, kiedy jesteś zakochany — szepnął.
Namjoon przez sekundę nie odpowiedział. Po prostu patrzył, jakby to zdanie dotknęło go głębiej, niż Jimin planował.
— Ty jeszcze ładniej — odparł w końcu.
Jimin zaśmiał się cicho i spuścił wzrok. Namjoon wykorzystał tę chwilę, by przesunąć knykciami po grzbiecie jego dłoni — krótko, subtelnie, tak że z boku mogło to wyglądać jak przypadek. Dla nich nie było przypadkiem.
Wieczorem, po pracy, wracali tym samym samochodem. Reszta była zmęczona i pogrążona we własnych telefonach albo drzemce. Jimin siedział przy oknie, Namjoon obok. Miasto migało za szybą rozmytymi światłami.
Po kilku minutach Jimin poczuł delikatny ciężar na ramieniu.
Namjoon przymknął oczy, opierając głowę o jego bark, jak robił to czasem wcześniej — tylko że teraz wszystko znaczyło inaczej. Jimin poruszył się minimalnie, żeby było mu wygodniej, i spojrzał w dół. Z tak bliska widział drobne ślady zmęczenia, miękki cień rzęs, rozluźnione usta. Uśmiechnął się bezwiednie.
Ich dłonie leżały obok siebie na siedzeniu. Jimin przesunął palce o centymetr. Namjoon odpowiedział od razu, splatając z nim rękę, choć oczu nie otworzył.
Ten drobny gest był tak cichy, że nikt go nie zauważył.
Ale dla Jimina brzmiał głośniej niż wszystkie flesze tamtej pierwszej sesji. Bo właśnie tak odkrywało się uczucia naprawdę — nie w wielkich deklaracjach, choć one też były potrzebne, lecz w tysiącu małych momentów, kiedy jedna osoba instynktownie szuka drugiej.
Jimin oparł policzek o włosy Namjoona i zamknął oczy.
W studiu zawsze było trochę za zimno.
Przy nim już nie.

Oceń:
Zaloguj się aby ocenić pracę.
Zaloguj się