Dialog między Piotrem a doktorem Igorem
Rodzaj zadania: Zadanie domowe
Dodane: dzisiaj o 12:27
Streszczenie:
Napięcie na dyżurze na oddziale rośnie. Poznaj dialog między Piotrem a doktorem Igorem i zrozum konflikt, role oraz charakter bohaterów.
Dyżur na oddziale
– Piotrze, ile razy mam ci powtarzać, że zdjęcia mają być gotowe wcześniej? – rzucił doktor Igor, nawet nie zaszczycając rozmówcy pełnym spojrzeniem. – Naprawdę nie rozumiem, dlaczego wszystko tu musi się ślimaczyć.
– Zdjęcia są gotowe, doktorze – odpowiedział spokojnie Piotr, stojąc przy konsoli. – Czekam tylko, aż pan łaskawie spojrzy na opis i przestanie się unosić.
– „Łaskawie”? – Igor prychnął. – Ty się chyba zapominasz. Jesteś zawodowym rentgenistą, nie partnerem do dyskusji.
– Elektroradiologiem – poprawił go Piotr, nie tracąc opanowania. – Ale wiem, że dla niektórych tytuły innych ludzi kończą się tam, gdzie zaczyna się ich własna pycha.
– O, proszę. Jeszcze filozof. – Igor zaśmiał się krótko, chłodno i nieprzyjemnie. – Posłuchaj, zawodowy rentgenisto, twoim zadaniem jest robić to, co trzeba, a moim myśleć. Każdy ma swoje miejsce.
– To ciekawe, bo z tego, co widzę, ja robię to, co trzeba, i jeszcze muszę myśleć za tych, którzy powinni robić jedno i drugie.
– Uważaj na ton.
– A pan na ludzi – odparł Piotr. – Bo odkąd przyszedł pan na oddział, więcej tu demonstracji wyższości niż leczenia.
Igor poprawił mankiet fartucha i podszedł bliżej.
– Widzę, że za bardzo obrastasz w pewność siebie. Chyba zapominasz, z kim rozmawiasz.
– Nie, doktorze. Właśnie doskonale pamiętam. Rozmawiam z człowiekiem, który myśli, że jak powie „zawodowy rentgenista” z odpowiednią pogardą, to nagle stanie się mądrzejszy.
– Nie muszę się stawać mądrzejszy. Wystarczy, że jestem lekarzem.
– Tytuł nie załatwia wszystkiego.
– W moim przypadku załatwia bardzo wiele.
– Tak? – Piotr uniósł brew. – To może załatwi też panu odrobinę pokory.
Igor spojrzał na niego z lodowatą irytacją.
– Pokora jest dla tych, którzy mają się przed kim korzyć.
– Albo dla tych, którzy pracują z ludźmi, a nie z własnym ego.
Przez chwilę między nimi zaległa napięta cisza. W tle było słychać stuk wózka zabiegowego, ciche rozmowy pielęgniarek i pikanie aparatury. Igor wziął do ręki dokumentację, ale zamiast odejść, znów się odezwał:
– Powiem ci coś, Piotrze. Tacy jak ty zawsze próbują udowodnić, że są kimś więcej, niż są. A prawda jest prosta: bez lekarza jesteś tylko technicznym dodatkiem do maszyny.
Piotr parsknął cicho.
– A bez takich jak ja lekarz bardzo często stoi nad pacjentem i zgaduje.
– Nie przesadzaj.
– To pan przesadza. I to regularnie.
Igor zmrużył oczy.
– Naprawdę mnie nie obchodzą twoje uwagi.
– A powinny – odpowiedział Piotr. – Zwłaszcza dziś.
– Co znowu?
Piotr oparł się lekko o blat i spojrzał na niego z wyraźnie rozbawioną miną.
– Chodzi o panią Wiolę.
– Moją pacjentkę? – spytał Igor z niechęcią. – Co z nią?
– O, nic medycznego. Za to towarzysko dzieje się sporo.
– Mów konkretnie.
– Pani Wiola od rana opowiada po szpitalu historię, od której pielęgniarki ledwo powstrzymują śmiech, a salowe zatrzymują się na korytarzu, żeby posłuchać dalszego ciągu.
Igor skrzywił się.
– Nie mam czasu na szpitalne plotki.
– A szkoda, bo tym razem jest pan ich głównym bohaterem.
– Słucham?
– Według pani Wioli nie jest pan żadnym wybitnym doktorem, tylko, cytując sens wypowiedzi, człowiekiem zdolnym do rzeczy strasznych.
Igor wyprostował się sztywno.
– O czym ty mówisz?
Piotr ledwo powstrzymał uśmiech.
– Podobno dokonał pan, doktorze, krwawego mordu na jej laleczkach.
– Na… czym?
– Na laleczkach. Tak właśnie mówi. Rozpowiada wszystkim, że brutalnie rozprawił się pan z jej ukochanymi laleczkami i że od tego momentu jest pan dla niej, uwaga, psychopatą.
Przez moment Igor patrzył na Piotra tak, jakby nie był pewien, czy dobrze usłyszał.
– To jakiś absurd.
– Owszem – przyznał Piotr. – Ale bardzo chwytliwy. Zwłaszcza że pani Wiola opowiada to z takim przejęciem, jakby była świadkiem zbrodni stulecia.
– Ta kobieta jest niestabilna.
– Być może. Ale proszę przyznać, że wizerunkowo nie brzmi to najlepiej. Zwłaszcza po pańskich codziennych pokazach wyższości. Ludzie już zaczynają patrzeć na pana trochę… ostrożniej.
– Nikt rozsądny nie uwierzy w takie brednie.
– Rozsądny może i nie. Ale wszyscy słuchają z zainteresowaniem. A im bardziej pan chodzi naburmuszony i patrzy na ludzi jak na kurz pod butem, tym bardziej ta opowieść nabiera kolorów.
Igor zacisnął szczękę.
– To śmieszne.
– Właśnie dlatego trudno się nie śmiać.
– Ostrzegam cię, Piotrze…
– Niech pan lepiej nie ostrzega, doktorze – przerwał mu Piotr, a w jego głosie po raz pierwszy zabrzmiała jawna drwina. – Bo jeszcze ktoś usłyszy i dopisze do historii, że po mordzie na laleczkach zaczął pan grozić świadkom.
Igor milczał, czerwieniejąc z gniewu.
Piotr spojrzał na niego, po czym roześmiał się już zupełnie otwarcie.
– Naprawdę, doktorze Igorze, musi to być przykre. Tyle dumy, tyle pogardy, tyle „zawodowego rentgenisty” z pańskiej strony, a na końcu i tak cały szpital nie widzi w panu niedostępnego geniusza, tylko psychopatę od krwawego mordu na laleczkach pani Wioli.
I śmiał się jeszcze chwilę, podczas gdy Igor stał nieruchomo z miną człowieka, który po raz pierwszy zrozumiał, że można przegrać nie argumentem, lecz śmiesznością.

Oceń:
Zaloguj się aby ocenić pracę.
Zaloguj się