Przemyt kokainy z Kolumbii do USA w latach 80. i 90. XX wieku
Rodzaj zadania: Esej
Dodane: dzisiaj o 10:07
Streszczenie:
Poznaj przemyt kokainy z Kolumbii do USA w latach 80. i 90. XX wieku, rolę Escobara oraz karteli Medellín i Cali i ich skutki.
Przemyt kokainy z Kolumbii do Stanów Zjednoczonych w latach 80. i 90. XX wieku – działalność Pabla Escobara, kartelu z Medellín i kartelu z Cali
Lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte XX wieku zapisały się w historii obu Ameryk jako okres gwałtownego rozwoju międzynarodowego handlu narkotykami, którego najważniejszym symbolem stała się kokaina produkowana i eksportowana z Kolumbii do Stanów Zjednoczonych. Zjawisko to nie było jedynie problemem kryminalnym w wąskim znaczeniu, lecz wielowymiarowym procesem obejmującym gospodarkę, politykę, przemoc, korupcję, słabość instytucji państwowych oraz przemiany społeczne po obu stronach kontynentu. Kolumbia, zmagająca się z nierównościami społecznymi, konfliktami wewnętrznymi i ograniczoną skutecznością aparatu państwowego, stała się miejscem, w którym organizacje przestępcze mogły nie tylko gromadzić ogromne fortuny, ale wręcz wpływać na życie publiczne. Z kolei w Stanach Zjednoczonych rosło zapotrzebowanie na kokainę jako narkotyk utożsamiany początkowo z luksusem i światem elit, a później także z brutalną epidemią cracku dotykającą najbiedniejsze dzielnice wielkich miast. W tej przestrzeni powstały dwa wielkie ośrodki przestępcze: kartel z Medellín i kartel z Cali. Pierwszy kojarzony jest przede wszystkim z postacią Pabla Escobara i z otwartą wojną przeciwko państwu, drugi zaś z bardziej wyrafinowanym, mniej widowiskowym, ale równie skutecznym modelem działania opartym na korupcji, infiltracji i dyskrecji. Oba kartele wykorzystywały te same podstawowe mechanizmy: kontrolę nad produkcją i transportem, pranie pieniędzy, zastraszanie przeciwników oraz rozbudowane sieci pośredników. Ich działalność zmieniła obraz Kolumbii i wpłynęła na politykę bezpieczeństwa USA. Analizując przemyt kokainy z tamtego okresu, nie można ograniczyć się do biografii najgłośniejszych bossów. Trzeba spojrzeć szerzej: na warunki, które umożliwiły powstanie narkobiznesu, na jego logistykę, relacje z państwem, konsekwencje społeczne oraz na przyczyny upadku poszczególnych struktur. Historia Escobara i obu karteli jest zarazem opowieścią o pieniądzu, terrorze, nowoczesnej organizacji przestępczej i o tym, jak globalny popyt potrafi zniszczyć całe społeczeństwa.
Aby zrozumieć skalę przemytu kokainy z Kolumbii do USA, trzeba cofnąć się do genezy samego rynku narkotykowego. Kokaina nie była nowym środkiem odurzającym, jednak dopiero w drugiej połowie XX wieku jej produkcja, przetwarzanie i dystrybucja zostały zorganizowane na prawdziwie przemysłową skalę. Liście koki uprawiano przede wszystkim w krajach andyjskich, zwłaszcza w Peru i Boliwii, natomiast Kolumbia stopniowo stała się centrum rafinacji, finansowania i międzynarodowej wysyłki gotowego produktu. Wynikało to z kilku przyczyn. Po pierwsze, Kolumbia posiadała położenie geograficzne sprzyjające przemytowi: dostęp do dwóch mórz, rozległe obszary trudno kontrolowane przez państwo oraz liczne szlaki lotnicze i morskie prowadzące na Karaiby, do Ameryki Środkowej, Meksyku i bezpośrednio do USA. Po drugie, państwo kolumbijskie przez długi czas nie było zdolne skutecznie kontrolować peryferyjnych regionów, co tworzyło idealne warunki do rozwoju nielegalnej infrastruktury. Po trzecie, ogromny popyt w Stanach Zjednoczonych czynił handel kokainą niezwykle opłacalnym. Zysk z jednego transportu wielokrotnie przewyższał dochody możliwe do osiągnięcia w legalnej gospodarce. To właśnie ta różnica między kosztami produkcji a ceną detaliczną na rynku amerykańskim stworzyła ekonomiczny fundament potęgi karteli. Przestępcy zaczynali często od przemytu marihuany, ale szybko dostrzegli, że kokaina daje znacznie większe zyski, choć wymaga lepszej organizacji i kontaktów międzynarodowych. W miarę jak rynek się rozszerzał, pojawiła się potrzeba budowania laboratoriów, organizowania ochrony, korumpowania urzędników, zakładania firm-przykrywek i rozwijania systemów transportowych zdolnych przewozić tony narkotyku. Właśnie wtedy przestępczość narkotykowa przestała być zbiorem luźnych grup, a zaczęła przypominać korporacje, tyle że funkcjonujące w warunkach nielegalności i oparte na przemocy. Z tej rzeczywistości wyłonili się najpotężniejsi gracze, z których najbardziej znanym stał się Pablo Escobar. Jego kariera pokazuje, jak szybko drobny przestępca mógł awansować do rangi człowieka wpływającego na politykę państwa, jeśli działał w środowisku, gdzie instytucje były słabe, a zyski praktycznie niewyobrażalne.
Pablo Escobar wyrósł na najbardziej rozpoznawalną twarz kolumbijskiego narkobiznesu nie tylko dlatego, że dysponował ogromnym majątkiem, ale także dlatego, że umiał budować własny mit. Pochodził z Antioquii, regionu, którego centrum stanowi Medellín, i już jako młody człowiek miał styczność z przestępczością. Zanim stał się „królem kokainy”, zajmował się działalnością przemytniczą i innymi nielegalnymi interesami, stopniowo zdobywając kapitał, kontakty i doświadczenie. Jego wyjątkowość polegała na połączeniu bezwzględności z politycznym instynktem. Escobar nie chciał być wyłącznie bogatym gangsterem ukrywającym się przed światem; dążył do społecznej legitymizacji. Inwestował w osiedla dla ubogich, boiska, infrastrukturę lokalną i akcje dobroczynne, dzięki czemu część mieszkańców Medellín postrzegała go jako dobroczyńcę, a nie przestępcę. Ta strategia przypominała mechanizm znany z historii wielu populistycznych przywódców: tam, gdzie państwo zawodzi, ktoś dysponujący pieniędzmi może kupić lojalność społeczną. Escobar próbował nawet wejść do legalnej polityki i przez pewien czas funkcjonował na jej obrzeżach, lecz kiedy ujawniono jego związki z przestępczością, konflikt z establishmentem gwałtownie się zaostrzył. Wtedy jego ambicja polityczna połączyła się z obsesją na punkcie nietykalności. Nie chciał dopuścić do ekstradycji do Stanów Zjednoczonych, ponieważ tam groził mu proces, którego nie mógłby kontrolować przy pomocy lokalnych układów. To właśnie lęk przed ekstradycją stał się jednym z głównych motorów przemocy. Escobar rozumiał, że jego siła bierze się z pieniędzy i ze strachu, dlatego stosował zasadę powszechnie streszczaną formułą „srebro albo ołów” – łapówka albo kula. Urzędnik, policjant, sędzia czy polityk otrzymywał wybór pozorny, bo odmowa współpracy mogła oznaczać śmierć. W ten sposób Escobar zbudował nie tylko imperium finansowe, lecz także system paralelnej władzy, podważający suwerenność państwa. Jego historia pokazuje, jak przestępczość zorganizowana może przekształcić się w siłę niemal paramilitarną, jeśli zyska zasoby porównywalne z budżetami instytucji publicznych i działa w społeczeństwie zmęczonym biedą, nierównościami oraz brakiem zaufania do elit.
Kartel z Medellín, którego Escobar był najgłośniejszym przywódcą, nie był prostą, jednolitą organizacją z jednym centrum dowodzenia, lecz siecią powiązań biznesowych, rodzinnych i kryminalnych. Oprócz Escobara ważne role odgrywali inni bossowie, między innymi bracia Ochoa oraz José Gonzalo Rodríguez Gacha. To właśnie ta sieciowa struktura umożliwiała kartelowi elastyczne funkcjonowanie: jedni odpowiadali za finanse, inni za kontakty międzynarodowe, jeszcze inni za ochronę i przemoc. Kartel rozwinął ogromną infrastrukturę produkcji i transportu. Surowiec lub pasta kokainowa docierały do laboratoriów, gdzie przetwarzano je w gotowy produkt o wysokiej czystości, następnie narkotyk pakowano i wysyłano do odbiorców. Szlaki przemytu były różnorodne i stale zmieniane. Wykorzystywano małe samoloty lądujące na prowizorycznych pasach startowych, łodzie motorowe, statki, kontenery handlowe, a także kurierów przewożących mniejsze ilości. Ważną rolę odgrywały Karaiby, zwłaszcza Floryda, która w latach osiemdziesiątych stała się jednym z głównych punktów wejścia kokainy do USA. W późniejszym okresie coraz większe znaczenie zyskały trasy przez Meksyk, co zapowiadało przyszły wzrost potęgi meksykańskich karteli. Kartel z Medellín potrafił działać z rozmachem niemal militarnym: tworzył własne lądowiska, magazyny, laboratoria i systemy łączności. Wykorzystywał też specjalistów od finansów i prania pieniędzy, bo wielkie zyski należało zalegalizować poprzez nieruchomości, firmy, handel i lokaty zagraniczne. Skala dochodów była tak wielka, że pojawiały się problemy logistyczne związane z samym przechowywaniem gotówki. Jednocześnie ta potęga miała swoją cenę. Kartel z Medellín przyciągał uwagę mediów i państwowych służb, ponieważ działał ostentacyjnie, brutalnie i z przekonaniem, że można zastraszyć całe społeczeństwo. Gdy rosła presja ze strony Kolumbii i USA, organizacja coraz częściej odpowiadała terrorem. Zabójstwa sędziów, policjantów, prokuratorów, dziennikarzy i polityków stały się elementem strategii. Nie chodziło wyłącznie o eliminowanie przeciwników, lecz o wysłanie sygnału, że państwo nie jest w stanie ochronić nikogo. W tym sensie kartel z Medellín nie tylko przemycał narkotyki; prowadził wojnę psychologiczną z całym społeczeństwem.
Najbardziej ponurym wymiarem działalności kartelu z Medellín była właśnie ta otwarta wojna z państwem, która osiągnęła apogeum pod koniec lat osiemdziesiątych. Gdy zagrożenie ekstradycją do Stanów Zjednoczonych stało się realne, Escobar i jego ludzie zaczęli traktować terror jako narzędzie polityczne. W Kolumbii mnożyły się zamachy bombowe, zabójstwa na zlecenie i akty zastraszania wymierzone zarówno w elity państwowe, jak i zwykłych obywateli. Przemoc nie była już ubocznym skutkiem handlu narkotykami, lecz jego centralną metodą obrony. Celem stało się wymuszenie na państwie ustępstw, osłabienie wymiaru sprawiedliwości oraz zniechęcenie społeczeństwa do popierania działań antynarkotykowych. Zamachy w przestrzeni publicznej, porwania i ataki na funkcjonariuszy budowały atmosferę permanentnego strachu. Kartel chciał pokazać, że każdy, kto stanie mu na drodze, może zginąć, a instytucje demokratyczne są bezradne. W efekcie Kolumbia znalazła się w stanie głębokiego kryzysu bezpieczeństwa. W tym czasie wielu sędziów i polityków musiało żyć pod ochroną, a część dziennikarzy płaciła najwyższą cenę za ujawnianie prawdy o narkobiznesie. Warto przy tym podkreślić, że terror Escobara nie oznaczał całkowitej izolacji od społeczeństwa. Nadal istniały środowiska, które z różnych powodów go wspierały: jedni ze strachu, inni z wdzięczności za lokalne inwestycje, jeszcze inni dlatego, że narkodolar dawał pracę i pozór awansu społecznego. To sprawiało, że walka z kartelem była szczególnie trudna. Państwo nie walczyło bowiem wyłącznie z grupą przestępców, lecz z całym systemem ekonomicznych zależności i społecznych lojalności. Reakcja władz kolumbijskich i amerykańskich stawała się coraz ostrzejsza: zwiększano środki na walkę z przemytem, rozwijano współpracę wywiadowczą, a specjalne jednostki policyjne tropiły ludzi Escobara. Jednak im silniejsza była presja, tym bardziej desperackie stawały się działania kartelu. Ta spirala przemocy pokazała, że narkotykowe imperium może na pewnym etapie przestać zachowywać się jak przedsiębiorstwo nastawione na zysk, a zacząć działać jak oblężona organizacja wojny totalnej, gotowa poświęcić długofalowe interesy dla chwilowego przetrwania przywódcy.
Transport kokainy do Stanów Zjednoczonych opierał się na niezwykle złożonej logistyce, której skala często umyka w uproszczonych opowieściach o „przerzucaniu narkotyków”. W rzeczywistości był to system przypominający międzynarodowy łańcuch dostaw, tyle że nielegalny i stale narażony na interwencję służb. Narkotyk trzeba było wyprodukować, zabezpieczyć, przetransportować przez granice, przekazać pośrednikom, rozprowadzić hurtowo i detalicznie, a potem jeszcze wyprać zyski. W latach osiemdziesiątych część transportów docierała bezpośrednio na Florydę, gdzie korzystano z prywatnych samolotów, szybkich łodzi i słabo kontrolowanych odcinków wybrzeża. Z czasem jednak nasilenie kontroli zmuszało przemytników do większej elastyczności. Rozbudowano więc korytarze przez Bahamy, Karaiby, Panamę, Amerykę Środkową i Meksyk. Powstawały magazyny przeładunkowe, tymczasowe lądowiska i siatki współpracowników odpowiedzialnych za ochronę przesyłek. Używano także metod maskowania ładunku w legalnych transportach handlowych. Każdy etap wymagał zaufanych ludzi, a zarazem systemów kontroli wewnętrznej, bo ryzyko zdrady było ogromne. Kartel musiał pilnować, by kurierzy, piloci, magazynierzy i lokalni dystrybutorzy nie przejmowali towaru albo nie współpracowali z policją. Dlatego przemoc pełniła nie tylko funkcję obrony przed państwem, lecz także dyscyplinowania własnych struktur. Ważnym elementem systemu były również kontakty po stronie amerykańskiej. Kolumbijscy dostawcy potrzebowali partnerów, którzy odbiorą hurtowe ilości kokainy i wprowadzą ją na rynki Miami, Los Angeles, Nowego Jorku czy innych wielkich miast. Narkotyk przechodził następnie przez kolejne szczeble dystrybucji, aż trafiał do odbiorcy końcowego. W międzyczasie część czystej kokainy była przerabiana na crack, którego niszczycielskie skutki społeczne stały się jednym z najpoważniejszych problemów miejskiej Ameryki lat osiemdziesiątych. Przemyt nie był więc odizolowanym procesem między dwoma państwami. Łączył producentów, przetwórców, przemytników, bankierów, skorumpowanych urzędników i ulicznych dealerów w jeden globalny mechanizm, którego siłą napędową był amerykański popyt i kolumbijska zdolność do organizowania podaży.
Na tle brutalnego i widowiskowego kartelu z Medellín kartel z Cali przez długi czas wydawał się mniej groźny, lecz w rzeczywistości był równie wpływowy, a pod pewnymi względami nawet bardziej skuteczny. Tworzyli go przede wszystkim Gilberto Rodríguez Orejuela, Miguel Rodríguez Orejuela oraz ich wspólnicy, którzy zbudowali organizację opartą na odmiennym stylu działania. Jeśli Medellín preferował demonstracyjną przemoc i otwartą konfrontację, Cali wybierało infiltrację, korupcję i dyskrecję. Bossowie z Cali starali się unikać nadmiernego rozgłosu, inwestowali w legalne przedsiębiorstwa, rozbudowywali sieci wywiadowcze i wnikali w struktury państwowe, biznesowe oraz medialne. Ich celem było nie tyle zastraszenie wszystkich wokół za pomocą spektakularnych zamachów, ile stworzenie tak gęstej sieci wpływów, aby państwo nie mogło działać skutecznie. Kartel z Cali rozwijał profesjonalne metody zarządzania, korzystał z ekspertów, księgowych, prawników i specjalistów od komunikacji. W wielu analizach bywa porównywany do przestępczej korporacji, która zamiast chaosu preferowała porządek, planowanie i ograniczanie ryzyka. To właśnie dzięki tej strategii Cali zdołało przejąć znaczną część rynku, zwłaszcza gdy kartel z Medellín był osłabiany przez działania władz i własną brutalność. Organizacja z Cali rozumiała, że zbyt duża widoczność prowadzi do politycznej mobilizacji przeciwko przestępcom, dlatego starała się pozostawać w cieniu. Nie oznacza to, że była „łagodniejsza”. Także ona stosowała przemoc, wymuszenia i korupcję na wielką skalę, lecz używała tych narzędzi bardziej selektywnie. Kluczowa była zdolność do kupowania lojalności urzędników oraz pozyskiwania informacji wyprzedzających działania policji. Kartel z Cali miał też rozbudowane kontakty zagraniczne i elastycznie dostosowywał trasy przemytu do zmieniających się warunków. W pewnym sensie reprezentował nowy etap rozwoju narkobiznesu: mniej romantyczny w oczach masowej wyobraźni, za to bardziej profesjonalny i trudniejszy do wykrycia. Pokazuje to, że upadek jednej brutalnej struktury nie oznaczał końca handlu kokainą, ponieważ rynek szybko wypełniała organizacja lepiej przystosowana do presji państwa.
Różnica między kartelem z Medellín a kartelem z Cali była więc nie tylko kwestią osobowości przywódców, lecz także dwóch odmiennych modeli przestępczej władzy. Medellín uosabiało model oparty na charyzmatycznym bossie, ostentacyjnym bogactwie i publicznym terrorze. Cali natomiast reprezentowało model bardziej technokratyczny: kolektywne zarządzanie, ograniczanie widoczności, bardziej subtelne przenikanie do instytucji. W praktyce oba kartele miały ten sam cel – kontrolę nad jak największą częścią rynku kokainy i maksymalizację zysków – ale różniły się drogą do jego osiągnięcia. Medellín stawiało na siłę spektaklu: złamać państwo przez strach. Cali stawiało na siłę wpływu: osłabić państwo od środka przez korupcję i informacje. Ta różnica miała poważne konsekwencje. Brutalność Escobara przyspieszyła międzynarodową mobilizację przeciwko niemu, ponieważ masowe zamachy i zabójstwa nie mogły zostać zignorowane ani przez władze Kolumbii, ani przez USA. Jednocześnie jednak jego legenda rozrastała się w kulturze popularnej i w części społeczeństwa. Boss z Medellín był postacią niemal teatralną, zdolną fascynować i przerażać jednocześnie. Przywódcy Cali byli mniej widowiskowi, ale dzięki temu mogli dłużej funkcjonować. Ich organizacja chętniej współpracowała z różnymi pośrednikami i unikała wojny totalnej, która niszczyła biznes. Warto zauważyć, że ta konkurencja między kartelami nie odbywała się w próżni. Wokół nich funkcjonowały mniejsze grupy, lokalne gangi, prywatne armie i sieci współpracy z innymi aktorami przemocy w Kolumbii. Narkobiznes przenikał się z szerszym konfliktem wewnętrznym kraju, w którym działały także partyzantki i formacje paramilitarne. Pieniądze z kokainy zasilały różne strony konfliktu, deformując życie polityczne i społeczne. Dlatego walka z kartelami nie była prostym starciem policji z gangiem. Była częścią szerszej bitwy o to, czy państwo kolumbijskie zdoła odzyskać kontrolę nad własnym terytorium, instytucjami i obywatelami. Porównanie Medellín i Cali uczy, że przestępczość zorganizowana potrafi przybierać różne formy: czasem hałaśliwe i krwawe, czasem ciche i eleganckie. Obie są niebezpieczne, ponieważ obie podkopują fundamenty państwa prawa.
Upadek Pabla Escobara i osłabienie kartelu z Medellín nie oznaczały nagłego zwycięstwa nad przemytem kokainy, ale były ważnym punktem zwrotnym. Władze kolumbijskie, przy wsparciu Stanów Zjednoczonych, zwiększyły presję operacyjną, wywiadowczą i polityczną. Escobar po okresie pozornych negocjacji i pobycie w specjalnym więzieniu, które w praktyce nie ograniczało jego swobody w takim stopniu, jak powinno, znów znalazł się na celowniku. Ostatecznie został zlokalizowany i zginął w 1993 roku. Jego śmierć miała ogromne znaczenie symboliczne: pokazała, że nawet najpotężniejszy boss narkotykowy nie jest całkowicie nietykalny. Jednocześnie jednak po Escobarze nie pozostała próżnia. Rynek był zbyt dochodowy, by zniknąć wraz z jednym człowiekiem. Korzyści odniosło początkowo przede wszystkim Cali, które przejęło znaczną część szlaków i kontaktów. W połowie lat dziewięćdziesiątych również ono znalazło się jednak pod coraz większą presją państwa. Aresztowania przywódców kartelu z Cali pokazały, że bardziej dyskretna strategia także ma swoje granice. Kiedy rośnie współpraca służb, poprawia się koordynacja działań i zwiększa determinacja polityczna, nawet dobrze zamaskowane struktury mogą zostać rozbite. Nie oznaczało to jednak końca epoki kokainy. Nastąpiła raczej decentralizacja rynku. Zamiast jednego czy dwóch wielkich karteli zaczęły działać mniejsze, bardziej rozproszone organizacje, a coraz większą rolę przejmowali partnerzy meksykańscy odpowiedzialni za transport przez granicę z USA. To ważna lekcja historyczna: walka z poszczególnymi bossami może przynieść efekty, ale jeśli nie zostaną usunięte ekonomiczne i społeczne podstawy rynku, handel narkotykami po prostu zmienia kształt. Upadek Escobara zakończył pewną epokę spektakularnego narco-imperium, lecz nie usunął ani popytu w Stanach Zjednoczonych, ani podaży wynikającej z biedy, słabości instytucji i globalnych zysków. Historia lat dziewięćdziesiątych pokazuje więc paradoks: państwo może wygrać z konkretnym przestępcą, a jednocześnie nadal przegrywać z mechanizmem, który tego przestępcę stworzył. To właśnie dlatego po śmierci Escobara i po aresztowaniach liderów Cali narkobiznes nie zniknął, lecz przystosował się do nowych warunków.
Ocena działalności Escobara, kartelu z Medellín i kartelu z Cali wymaga spojrzenia nie tylko na sensacyjne obrazy przemocy i bogactwa, ale przede wszystkim na długofalowe skutki ich działania dla Kolumbii i Stanów Zjednoczonych. W Kolumbii lata narkotykowej dominacji pozostawiły tysiące ofiar, zniszczone zaufanie do instytucji, głęboką korupcję i traumę społeczną, której nie da się wymazać wraz ze śmiercią kilku bossów. Narkodolar wypaczał politykę, rynek pracy, kulturę sukcesu i wyobrażenia młodych ludzi o awansie społecznym. W niektórych środowiskach przestępca stawał się kimś podziwianym, bo reprezentował bogactwo i sprawczość tam, gdzie państwo oferowało biedę i niemoc. W Stanach Zjednoczonych skutki były inne, lecz również poważne: rozwój uzależnień, przemoc związana z handlem ulicznym, kryzys społeczny w wielu miastach i zaostrzenie polityki karnej. Jednocześnie historia ta obnażyła współzależność obu państw. Kolumbia produkowała i wysyłała kokainę, ale to amerykański popyt uczynił z niej źródło gigantycznych fortun. Nie można więc uczciwie opowiadać o kartelach wyłącznie jako o „kolumbijskim problemie”. Był to problem transnarodowy, napędzany przez konsumpcję, nierówności i globalny przepływ pieniędzy. Escobar, Medellín i Cali przeszli do historii jako symbole epoki, w której przestępczość zorganizowana osiągnęła niespotykaną wcześniej skalę i zaczęła konkurować z państwem nie tylko ekonomicznie, ale też politycznie i militarnie. Ich dzieje są przestrogą przed uproszczeniami. Nie wystarczy schwytać przywódcę, by rozwiązać problem. Nie wystarczy też potępić przemoc, jeśli ignoruje się warunki, które tę przemoc czynią opłacalną. Dlatego przemyt kokainy z Kolumbii do USA w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych należy rozumieć jako zjawisko historyczne o ogromnym znaczeniu: konflikt między państwem a zorganizowanym kapitałem przestępczym, dramat zwykłych ludzi uwikłanych w terror i biedę oraz dowód na to, że globalny rynek może tworzyć potęgi zdolne podważać podstawy porządku publicznego. Historia Escobara i obu karteli nie jest tylko opowieścią o gangsterach. To także opowieść o słabości państw, sile pieniądza i cenie, jaką społeczeństwa płacą, gdy przemoc staje się narzędziem biznesu.

Oceń:
Zaloguj się aby ocenić pracę.
Zaloguj się