Zadanie domowe

Dialog profesora psychiatrii z pielęgniarką

Rodzaj zadania: Zadanie domowe

Streszczenie:

Poznaj dialog profesora psychiatrii z pielęgniarką i zobacz, jak rozmawia o bezpieczeństwie, lęku oraz pracy z pacjentką w izolatce.

— Pani Anno, proszę na chwilę zostać — powiedział profesor cicho, kiedy korytarz na oddziale prawie już opustoszał. W jego głosie nie było surowości, tylko spokojna, uważna troska. — Chciałem z panią porozmawiać o izolatce.

Pielęgniarka zatrzymała się przy drzwiach dyżurki i odruchowo ścisnęła w dłoni kartę obserwacji.

— Oczywiście, panie profesorze — odpowiedziała, spuszczając wzrok. — Czy coś się stało?

— Nic nowego, proszę się nie niepokoić — odparł. — Chodzi o pacjentkę z sali zabezpieczonej. Tę kobietę, która trafiła do nas po ataku na siostrę. Stan nadal jest poważny, zachowanie nieprzewidywalne, ale od dzisiejszego wieczoru przy oddziale będzie stale obecny policjant. W związku z tym nie będzie pani musiała chodzić do izolatki sama.

Anna uniosła na niego oczy, wyraźnie zaskoczona.

— Nie będę musiała? — powtórzyła ciszej, jakby upewniała się, że dobrze usłyszała.

— Nie — powiedział stanowczo profesor. — I mówię to wyraźnie: nie chcę, żeby pani tam wchodziła bez zabezpieczenia. Do tej pory robiła pani więcej, niż należało od niej wymagać. Doceniam to, ale granice bezpieczeństwa są bardzo ważne.

Pielęgniarka lekko się zarumieniła.

— Ja tylko wykonywałam obowiązki, panie profesorze.

— Wiem — odpowiedział łagodnie. — Właśnie dlatego chciałem porozmawiać z panią osobiście. Obowiązki obowiązkami, ale nie może być tak, że młoda pielęgniarka ma narażać się na agresję tylko dlatego, że brakuje ludzi albo sytuacja jest napięta.

Anna poprawiła rękaw fartucha, wyraźnie skrępowana tak bezpośrednią troską.

— Nie jestem już taka młoda — powiedziała prawie szeptem, z nieśmiałym uśmiechem, który zgasł niemal natychmiast. — Ale… dziękuję. To znaczy… rozumiem.

Profesor przyjrzał jej się uważnie.

— Pani się bała.

Nie było to pytanie. Anna zawahała się.

— Trochę — przyznała po chwili. — To znaczy… starałam się tego po sobie nie pokazywać. Kiedy dziś po południu zaczęła krzyczeć i uderzać w drzwi, pomyślałam, że jeśli znowu będę musiała wejść tam sama z lekami, to… — urwała i speszona odwróciła twarz. — Przepraszam, nie powinnam tak mówić.

— Dlaczego nie powinna? — profesor zmarszczył lekko brwi, ale mówił nadal miękko. — Strach w takiej sytuacji jest czymś naturalnym, nie powodem do wstydu. Rozsądek i lęk ostrzegawczy to nie słabość. To często dowód odpowiedzialności.

Anna milczała przez moment.

— Mimo wszystko głupio mi, panie profesorze — wyznała cicho. — Starsze koleżanki radzą sobie z takimi pacjentami lepiej. A ja… kiedy ona na mnie patrzy, mam wrażenie, że za chwilę rzuci się do gardła. Wiem, że to może brzmieć przesadnie.

— Wcale nie brzmi przesadnie — odparł natychmiast. — Ta kobieta jest w stanie ciężkiego rozchwiania psychicznego i ma za sobą bardzo poważny czyn. Próbowała zabić własną siostrę. To nie jest zwykła pacjentka w kryzysie lękowym czy depresyjnym, tylko osoba potencjalnie skrajnie niebezpieczna. Pani reakcja jest adekwatna do sytuacji.

Pielęgniarka przygryzła wargę.

— Myślałam, że uzna mnie pan za nieprofesjonalną.

— Gdybym tak uważał, nie powierzałbym pani odpowiedzialnych zadań — odpowiedział spokojnie. — Profesjonalizm nie polega na tym, żeby niczego nie czuć. Polega na tym, żeby działać rozważnie mimo napięcia i umieć powiedzieć: „to wymaga dodatkowego zabezpieczenia”.

Anna skinęła głową, ale nadal wyglądała na zawstydzoną.

— Policjant będzie przez całą noc? — zapytała.

— Tak. Od dziś przy wejściu na oddział będzie pełnił dyżur funkcjonariusz. Przy każdej koniecznej interwencji w izolatce ma być obecny ktoś z ochrony albo policji, a najlepiej dwie osoby personelu medycznego. Żadnego samotnego wchodzenia. To moje wyraźne polecenie.

— Rozumiem.

— I jeszcze jedno — dodał profesor. — Jeśli pacjentka zacznie się gwałtownie pobudzać, nie podejmuje pani żadnych prób uspokajania jej w pojedynkę. Wzywa pani pomoc. Bez wahania.

— Dobrze, panie profesorze.

Spojrzał na nią przez chwilę z czymś w rodzaju ojcowskiej troski.

— Jest pani blada. Od dawna jest pani na nogach?

— Od szóstej rano — odpowiedziała. — Dziś wszystko się spiętrzyło.

— Domyślam się. Po rozmowie z oddziałową proszę usiąść na kilka minut i napić się herbaty. To nie jest prośba grzecznościowa.

Na jej twarzy pojawił się krótki, zakłopotany uśmiech.

— Tak jest, panie profesorze.

— Pani Anno — zatrzymał ją jeszcze raz, kiedy już miała odejść. — Naprawdę nie ma się czego wstydzić. W tym zawodzie odwaga nie polega na bezmyślnym wchodzeniu w zagrożenie. Czasem polega właśnie na tym, żeby przyznać, że sytuacja przekracza bezpieczne granice.

Pielęgniarka zacisnęła palce na dokumentacji, ale tym razem jakby trochę lżej.

— Dziękuję — powiedziała szczerze. — To dla mnie ważne, że pan to mówi.

Profesor skinął głową.

— Chcę, żeby personel czuł się tutaj możliwie bezpiecznie. Pacjenci wymagają opieki, to prawda, ale moi ludzie także wymagają ochrony. Pani również.

Anna spuściła wzrok, już wyraźnie zarumieniona.

— Nikt dawno nie powiedział mi tego w taki sposób.

— W takim razie ktoś powinien był powiedzieć to wcześniej — odparł profesor. — Jest pani sumienna, opanowana i uważna. Właśnie dlatego muszę pilnować, żeby nie brała pani na siebie zbyt wiele.

Przez moment w korytarzu panowała cisza, przerywana jedynie odległym brzękiem metalowego wózka i przytłumionymi głosami z dyżurki.

— Postaram się o tym pamiętać — powiedziała Anna.

— Niech się pani tylko nie „stara”. Niech pani po prostu stosuje się do polecenia — odpowiedział z łagodnym cieniem uśmiechu. — Od tego wieczoru żadnych samotnych wizyt w izolatce. Jeśli będzie trzeba podać leki albo sprawdzić stan pacjentki, zrobi to pani wyłącznie z asystą.

— Dobrze.

— A gdyby cokolwiek panią zaniepokoiło, nawet drobiazg, proszę zgłaszać to natychmiast mnie albo lekarzowi dyżurnemu.

— Tak, panie profesorze.

Profesor spojrzał na nią jeszcze raz, jakby upewniał się, że naprawdę odetchnęła.

— Może pani wracać do swoich obowiązków. I proszę się już tym nie zadręczać.

Anna kiwnęła głową.

— Dziękuję za troskę, panie profesorze.

— To nie troska „na wyrost”, pani Anno — odparł cicho. — To mój obowiązek.

Pielęgniarka przez chwilę stała nieruchomo, jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale zabrakło jej śmiałości. W końcu tylko skinęła głową raz jeszcze, zawstydzona i wyraźnie poruszona.

— Dobrego dyżuru, panie profesorze.

— Pani również. I spokojniejszej nocy. Tym razem naprawdę spokojniejszej.

Przykładowe pytania

Odpowiedzi zostały przygotowane przez naszego nauczyciela

O czym jest dialog profesora psychiatrii z pielęgniarką?

To rozmowa o bezpieczeństwie pielęgniarki przy pacjentce w izolatce. Profesor wyjaśnia, że samotne wchodzenie do niej nie jest już konieczne.

Dlaczego profesor psychiatrii zakazuje wejścia do izolatki samej?

Zakazuje tego ze względu na zagrożenie agresją ze strony pacjentki. Od tego momentu przy oddziale ma być obecny policjant, a interwencje mają odbywać się w zabezpieczeniu.

Jak profesor psychiatrii ocenia strach pielęgniarki?

Uznaje strach za naturalną i odpowiedzialną reakcję. Podkreśla, że lęk ostrzegawczy nie jest słabością, lecz sygnałem potrzeby ostrożności.

Kim jest pacjentka z sali zabezpieczonej w dialogu?

To kobieta po ataku na siostrę, w stanie ciężkiego rozchwiania psychicznego. Profesor zaznacza, że może być skrajnie niebezpieczna.

Jakie zasady bezpieczeństwa w izolatce ustala profesor psychiatrii?

Przy wejściu ma dyżurować policjant, a przy interwencji ma być obecna ochrona lub policja. Do izolatki nie wolno wchodzić samotnie, zwłaszcza przy gwałtownym pobudzeniu pacjentki.

Odrób za mnie zadanie domowe

Oceń:

Zaloguj się aby ocenić pracę.

Zaloguj się