Pamiętnik z 1803 roku: Sadzenie dębów przez matkę Aleksandra Fredry w Łabuniach
Rodzaj zadania: Wypracowanie z historii
Dodane: godzinę temu
Streszczenie:
Poznaj pamiętnik z 1803 roku o sadzeniu dębów przez matkę Aleksandra Fredry w Łabuniach i odkryj symbolikę rodu oraz historii 🌳
Pamiętnik z roku Pańskiego 1803
Łabunie, województwo bełskie, początek wiosny
Dzień 3 kwietnia 1803 rokuDziś, gdy słońce ledwo przebijało się przez jeszcze nagie gałęzie starej lipy przed naszym dworem, poczułem wyjątkowe poruszenie. Od rana dworskie dziewczęta biegały po sieniach z naręczami szmat i szczotek, by przygotować nasze domostwo na długo oczekiwane wydarzenie, o czym matka wspominała już od paru tygodni z nieukrywanym skupieniem. Miłością do ogrodu pałała bowiem od dawna, a park w Łabuniach był dla niej miejscem szczególnym, pod opieką którego spędzała niejedno popołudnie.
Nareszcie przyszedł ów dzień, w którym to matka – Zofia Fredro z domu Skarbkowa – postanowiła wzbogacić nasz park o symbol trwałości i wielkości rodu: dęby. Ich sadzeniu nadano rangę niemal święta, bowiem dąb w naszej rodzinie uważano za drzewo święte, pełne powagi oraz mocy. Brat mój, Aleksander, ledwo czteroletni, choć jeszcze mało rozumiał z całej tej podniosłości, przyglądał się całemu przedsięwzięciu z dziecięcą ciekawością; szerokie oczy nie opuszczały matki ani na chwilę.
Matka poprowadziła całą rodzinę oraz pracowników na skraj parkowego pagórka, gdzie ziemia, choć jeszcze twarda po zimie, już nieco rozmarzła. Wszyscy nadstawiali uszu, gdy matka z powagą opowiadała o znaczeniu tych drzew: „Dąb to nie tylko drzewo. To znak siły, wytrwałości i ojcowizny. Niechaj nasza ziemia będzie nimi upiększona na wieki.” Słowa jej docierały do serc, a spojrzenie utkwione w dal zdawało się zdradzać nadzieję, że potomni będą podziwiać te dęby, nie pamiętając już naszej codzienności, lecz czując w tych drzewach ducha naszych czasów.
Służący sprowadzili młode sadzonki, które wcześniej pieczołowicie dobrano i przywieziono aż z dworskiej szkółki we Lwowie. Matka osobiście wybrała miejsca pod ich zasadzenie – powiedziała, iż każdy dąb ma być strażnikiem innej części parku. Następnie, uzbrojona w niewielką łopatkę, z gracją i spokojem wykopała pierwszą jamkę. Przez chwilę widok ten niemal mnie rozczulił – tak dostojna pani, w skromnej sukni z jasnej surówki, z rękami troskliwie przy pracy ziemi. Aleksander, podsuwany ostrożnie przez nianię, wrzucił do dołka pierwszy garść ziemi.
Za matką przykładem poszli inni – zarówno domownicy, jak i służba. Zapanował dziwny rodzaj wspólnoty. Każdy, kto miał w rękach łopatkę, czuł jakby uczestniczył w czymś większym, co zostanie tu na zawsze.
Gdy sadzonki już tkwiły dumnie w świeżej ziemi, matka pokropiła ich korzenie wodą ze studni – „by zadomowiły się tu z nami i przyjęły ziemię łabuńską za swoją,” powiedziała cicho. Ustawiliśmy się w półkolu, a z ganku spoglądał na nas nasz ojciec, słysząc zapewne echa własnej młodości i przodków rodowych, którzy w odwiecznych rytuałach łączyli swój los z tą ziemią.
Wieczorem, przy kolacji, matka była cicha, lecz w jej oczach tliła się radość. Powiedziała mi na osobności, że dęby wyrosną wielkie – może i przerosną nas wszystkich – i może kiedyś Aleksander, już jako mężczyzna, będzie w ich cieniu układał swoje wiersze czy myśli.
Po dziś dzień czuję pod palcami świeżą ziemię i czuję dumę z tej chwili. Wiem, że park w Łabuniach zyskał dzisiaj nie tylko dęby, lecz również pamięć i wspólne dziedzictwo.
Koniec wpisu.
---
*Tak mógłby wyglądać pamiętnik dworski z początku XIX wieku, opisujący historyczne wydarzenie zasadzenia dębów przez matkę Aleksandra Fredry w Łabuniach.*

Oceń:
Zaloguj się aby ocenić pracę.
Zaloguj się