Majówka na boisku: spotkanie, rozmowy i wspomnienia z osiemnastki
Rodzaj zadania: Wypracowanie
Dodane: dzisiaj o 13:57
Streszczenie:
Przeczytaj opowiadanie o majówce na boisku, spotkaniu, rozmowach i wspomnieniach z osiemnastki. Poznasz dialogi i klimat młodzieżowy.
Był początek maja, świeciło słońce, ale powietrze było jeszcze trochę rześkie po ostatniej burzy. W majówkę, jak co roku, wyciągnęłam Zuzę na boisko. Lubimy tam chodzić, bo zawsze spotkamy kogoś znajomego, ale też można po prostu usiąść, pogadać albo pośmiać się z totalnych głupot.
Tego dnia na boisku był już Michał – zawsze na sportowo, z czerwonym plecakiem i wiecznie rozwianymi włosami, oraz Marek, który raczej nie gra w piłkę, ale zawsze przyniesie speaker i zrobi z nudnego popołudnia mini-imprezę.
Usiadłyśmy z Zuzą na betonowym obrzeżu. Z torby wyciągnęłam butelkę wody, a Zuza już wybuchała śmiechem z żartu Michała. – Ej, jeśli się teraz przewrócisz, to masz całą winę na sobie – śmiała się. – Przewrócę się, jak Zuza zacznie śpiewać – zgrywał się Marek. – A zamknij się! — fuknęła, ale zaraz sama się zaczęła śmiać.
Gadaliśmy, rzucaliśmy głupimi tekstami. Po boisku przechodziły pary, inni grali w kosza, a obok nas siedziała grupka młodszych chłopaków pochłonięta jakąś zabawką na pilota. Było totalnie zwyczajnie, aż w pewnym momencie do naszej grupki podszedł Bartek. Miał na sobie jasną bluzę, dżinsy i szarą czapkę, spod której wystawały kręcone włosy. W ręku trzymał epeta.
– Siema! – rzucił, uderzając żółwika z Markiem. – Masz snusa? – zapytał. – Mam, ale schowałem, żeby mi stara nie wyczaiła – parsknął Marek. Bartek się uśmiechnął i podszedł bliżej mnie. – Ty, Asia, co tam słychać? Długo cię nie widziałem. – No, od tej osiemnastki, jak przetańczyliśmy noc, minął rok... Ty w ogóle mnie wtedy zajechałeś tanecznie – zaśmiałam się, rzucając mu żółwika. – Oj, ja to pamiętam nieco inaczej – Bartek puścił oczko.
Rozmawialiśmy chwilę, żartowaliśmy o tamtej imprezie. – Serio, my wtedy ledwo staliśmy na nogach, a ty chciałeś jeszcze tańczyć kankana – wtrąciła Zuza, co wszystkich rozbawiło do łez. – Bo Bartek myśli, że jest królem parkietu – dołożył Michał. – Dobra, przestańcie się na mnie uwalać. Aśka, idziesz się przebrać? W sumie zimno się robi, a ty w tych spodenkach jakbyś na Ibizę wyskoczyła – powiedział Bartek z uśmiechem. – W sumie racja, dresy mam w plecaku.
Ruszyliśmy razem w stronę ławki bliżej bloków, gdzie mogłam się przebrać. Bartek szedł obok, pykając mojego epeta, bo też zapomniał swojego. – Stresowałem się tą osiemnastką, serio. Bałem się, że będzie krindżowo, a wyszło nawet spoko. – To dlaczego się nie odzywałeś cały rok? Myślałam, że zniknąłeś z planszy. – No… wyszło jak wyszło, w sumie to już wtedy byłem z Olką, ale cicho sza.
Wymieniliśmy się spojrzeniem – wiedziałam, że Olki nie lubię, ale Bartek zawsze był dla mnie spoko. Potem wróciliśmy do reszty, gadaliśmy, wygłupialiśmy się, ja już w dresach, w końcu zaczęło się robić ciemno i chłodno. Chciałam już wracać, bo było późno i nie chciałam, żeby babcia się stresowała. – Ej, lecę. – Powiedziałam cicho do Zuzy i Bartka. – To czekaj, odprowadzimy was z chłopakami, przecież to kawałek drogi, a jak bandyci po drodze złapią, to co? – powiedział Bartek i rzucił tekst na żarty.
I tak całą drogę – 1,5 kilometra pod blokami, przez skwer, aż prawie pod sam dom – przegadaliśmy o różnych pierdołach. W pewnym momencie zauważyłam, że Bartek niesie torbę. – Co tam masz? – spytałam. – A, dzień mamy, wiesz… wino i czekoladki ogarnąłem jej, ale chyba strzeliła focha, bo przyszła i od razu się na mnie wydzierała. – Za co? – Za wszystko, życie chyba – westchnął Bartek i parsknął. – Standard. – Zawsze wiesz, jak poprawić atmosferę – zaśmiałam się. – No, zwłaszcza mając wino i czekoladki, których i tak nie otworzy – rzucił z przekąsem.
W końcu chłopaki pożegnali nas pod klatką, rzuciliśmy ostatnie żarty, żółwiki, po czym weszłam do domu. W powietrzu czuć było jeszcze zapach wiosny i dymu od epeta. Zanim zmieniłam buty, zadzwonił telefon – Bartek. – Asia, a może jeszcze posiedzimy? Wróciłem pod twoją klatkę... Nie chce mi się wracać do domu znowu się spinać z matką.
Chciało mi się śmiać, ale byłam już wykończona i nie chciałam, żeby dziadkowie się niepokoili. – Ej, serio… dziś już nie dam rady. Może innym razem? – Dobra, rozumiem. To napisz, jak będziesz miała ochotę. – Spoko, dzięki za wszystko, Bartek.
Siedziałam jeszcze chwilę przy oknie i patrzyłam, jak Bartek i Marek odchodzą w wieczorne ciemności, śmiejąc się z czegoś pod nosem. I tak skończył się ten dziwny, trochę śmieszny, a trochę zwyczajny wieczór z majówki. I chociaż między mną a Bartkiem raczej nic się nie wydarzy, to jednak... w głowie coś zostaje. Zwłaszcza wiosną.

Oceń:
Zaloguj się aby ocenić pracę.
Zaloguj się